Miałem pisać na bieżąco… a znów wyszło jak zawsze. Pominąłem wielkanocny wyjazd do Ospu i początek swojej przygody z Cimami (tymi na Podzamczu).
Co tu dużo ukrywać, Osp mi się ewidentnie przejadł. Zmula mnie już to miejsce, ta sama miejscówka do kimania, parking pod Misją, podejście i skały, których widok przestał już we mnie wzbudzać podniecenie i głód wspinania charakterystyczny dla nowo odwiedzanych rejonów. Myślę, że nie prędko tam się z powrotem pojawię.
Do sukcesów tego wyjazdu na pewno zaliczę poprowadzenie drogi Histerija 8c+. Zmagałem się z nią na poprzednim wyjeździe ale bezskutecznie. Stała się ona logicznym celem na kolejnego tripa. Dramaturgi wielkiej nie było, w każdej kolejnej próbie dochodziłem coraz wyżej i o końcowy sukces raczej byłem spokojny. Sukces w pełni planowany i oczekiwany przyszedł już drugiego dnia. Sytuacja w pełni komfortowa, początek wyjazdu, a połowa planu wykonana.
Pozostała druga w postaci Ekstazy za 8c+/9a. Też wcześniej próbowałem, układ chwytów i stopni oraz poszczególne przechwyty miałem doskonale zakodowane w głowie. Wystarczyło tylko w jednym ciągu pozbierać to do kupy. Pierwsze próby wyglądały obiecująco, z każdą kolejną urabiałem więcej terenu i wszystko wskazywało, że po dniu restu powinno puścić do końca. Jednak stała sie dziwna rzecz, zamiast finalnej próby moja siła palców zaczeła znacząco spadać, w efekcie czego, miałem problemy by dostać się pod właściwe trudności drogi nie mówiąc już o ich pokonaniu! Pozostało tylko podkulić ogon i pogodzić się z porażką.
Mimo, iż w tym roku pokonałem w Ospie nominalnie łatwiejsze drogi niż ubiegłoroczne dwie 9a to stanowią one dla mnie taką samą wartość. 9a z poprzedniego roku biegną moimi ulubionymi formacjami – dachem lub dużymi przewieszeniami, preferują przede wszystkim siłę ramion i wytrzymałość. Natomiast płyty środkowej części sektora to lekkie przewisy, posiadają głównie małe chwyty, skumulowane trudności i bazują na silnych palcach. Ten element wspinania jest jedną z moich najsłabszych stron. Oczywiście jestem w stanie prowadzić trudne palczaste drogi ale z pewnością ich granica kończy się na razie w przedziale ósemkowym…
W jedno miejsce wkrada się marazm i nuda, w inne podnieta i akcja. Po 10 latach wspinania wreszcie dojrzałem by poślizgać się trochę na Cimach. Obiegowa opinia, że syf czyli połogo, małe chwyty i śliskie stopnie wcale nie jest prawdziwa. Pod względem tarcia jest tak samo jak na innych jurajskich skałach, dziurki wcale nie są takie małe, wystarczy się tylko dobrze z nimi zaprzyjaźnić.
Drogi tutaj w przeciwieństwie do wiekszości Jury nie kończą się po kilku ruchach lecz wymagają od siebie bardziej złożonego procesu, dzięki czemu ich trudność nabiera dużo większej powagi. Wielka Cima to nasz przysłowiowy rodzynek w cieście na mapie Europy. 30 metrów litego pionu musi na każdym robić wrażenie. Drogi owszem specyficzne ale myślę, że każdy wspinacz powinien się przemóc i sróbować swoich sił na tym pięknym kawałku skały…
Swoją przygodę na Cimach rozpocząłem od Krucjaty Trzeźwości. Droga uznawana za najbardziej wredną na ścianie poprzez crux na początku drogi. Faktycznie chwyty wyjeżdżające i nie bardzo chcą się dopasować do palców. Trzeba sie niestety zaprzyjaźniać. Po nim następuje już bardzo estetyczne wspinanie po dobrych dziurach, aż do zjazdu. Piękna i syta linia, dla mnie wzorzec stopnia VI.6, zdecydowanie trudniejsza od wielu dróg w tym samym stopniu.
Dzień później pora na Charitkę. Szturmujemy drogę wraz z Marem i Edzikiem cały dzień, szukamy optymalnych patentów, walczymy, spadamy i tak w kółko. Droga ta, to z pewnością najtrudniejsze VI.5+ w kraju…
W następny weekend przystawiam się do Potęgi Trójkątów VI.6+, kolejna piękna linia ze świetnym cruxem w połowie ściany i horrorystyczną końcówką. Dzień później przekonuje się o trudności tego miejsca spadając na ostatnim ruchu z Pijanych Trójkątów VI.7, zmusza mnie to do kolejnej próby…
Co dalej? Z trudnych realizacji pozostały jeszcze dwie drogi: Power of Love i Pierwszy Krok Ku Doskonałości. Chciałbym zrobić obie i może spróbować wariantu, który zbierałby wszystkie najtrudniejsze przechwyty z Wielkiej Cimy…
Dla wspinaczy, którzy wachają się czy przyjechać na Cimy kilka fotek autorstwa Lessera i Adama Kokota.









