Pierwsze koty za płoty. Premierowy wyjazd w nowym roku stał się faktem-pierwsze krzonowanie, napinanie się na skale, świeża opalenizna, tanie wina ze spara i wieczorne posiadówki w aucie…Sezon 2010 rozpoczęty.
Nauczony doświadczeniami z poprzedniego roku, kiedy to zdecydowaliśmy się na 1,5 miesięczny wyjazd zimowy dostając przy tym niemiłosiernie w dupę, tym razem nie popełniam już tego błędu. Teraz wiem, że moja egzystencja w temperaturach oscylujących w granicach zero stopni bez ciepłego kąta w którym można się wieczorem czy rano ogrzać, kończy się po jakiś 7 dniach. Najpiękniejsze chwile to moment doznania błogiego ciepła zaraz po skończeniu bądź odpadnięciu z drogi, najgorszy wraz z chwilą gdy zajdzie słońce, a wraz z nim nadchodzi fala mroźnego powietrza – zniechęcająca do jakichkolwiek działań obozowych typu gotowanie. Mam wrażenie, że większość z nas wybiera się zimą na południe Europy nie tylko dlatego, by podotykać skały, ale przede wszystkim dla tych chwil, kiedy w południe przygrzewa słońce tak mocno, by umożliwić zrzucenie z siebie wszystkich szat i poczuć promienie słoneczne na własnej skórze wprowadzające człowieka w stan niezwykłego zadowolenia. To wszystko kosztem późniejszego zamarzania, ale i tak warto!
Pierwszy dzień pobytu nie nastraja zbytnio optymizmem. Rano po przebudzeniu, po otwarciu namiotu naszym oczom ukazuje się piękna śnieżna sceneria i doskwierający po nerach mróz. Pod skałami jest niewiele lepiej. Tego dnia można jedynie patentować drogi, na żadne prowadzenie nie ma szans, ręce zdążą zamarznąć zanim się dojdzie do zjazowego. Na szczęście w kolejnych dniach pogoda znacznie się poprawia, na tyle, by nie odczuwać dyskomfortu w postaci chłodu podczas wspinania. Każdy obiera sobie jakiś doraźny cel, który będzie mógł skonsumować na tym wyjeździe.Jędrek gnany młodzieńczym zapałem zaszczepionym przez duet zakopiańskich mentorów free climbingu Panów T i R, próbuje zapisać się w annałach zakopiańskiej historii mielenia buły za 8b, co skutecznie mu się udaje. Jego łupem staje się Mrtvaski Ples. Oby był to dopiero początek przygody z trudnym wspinaniem dla Jędrka, a bój jaki stoczył z drogą będzie dla niego cennym doświadczeniem na przyszłość. Bogdan rozprawia się z zaległością na środkowej ścianie Sreca Vrtnica 8b, a także wykonuje obiecujące i rokujące na przyszłość próby na Konec Mira za 8c/c+. W moim przypadku cel ustalił się już pierwszego dnia – Clovek ne jezi se. Początkowo myślałem tylko o pierwszej jego części za 8c ale gdy okazało się, że przechwyty na pierwszym wyciągu są do zrobienia postanawiam przehaczyć i zapatentować drogę do samej krawędzi ściany za 8c+. Na trudność 8c składają się 3 bulderowe miejsca przedzielone miejscami odpoczynkowymi, całość delikatnie się przewiesza w związku z czym ruchy są dosyć precyzyjne wymagające dobrej pracy nóg i mocnego szpona. Po pierwszej części znajduje się dobre miejsce odpoczynkowe na dobrych ściskach. Po nim wchodzimy w drugą cześć drogi, zaczynając od wytrzymałościowego terenu dochodzimy do miejsca no-hand rest z skąd rozpoczyna się kluczowa sekwencja-przewinięcie przez okapik z trudnym utrzymaniem się na kiepskim oblaczku skoordynowane z podhaczeniem palców stopy,sięgnięciem do kiepskiego ścisku, a z niego siłowe zgięcie do dobrej dziury na dwa palce, po tym jeszcze trudne ułożenie się w podchwycie i precyzyjny strzał z niego do klamki po której następuje kilka zgięć po oblakach, aż do topowej klamy. Bulder na tyle trudny, że wymaga ominięcie 3 wpinek pod rząd, co w razie odpadnięcia powoduje solidne gruchy w powietrze.
Drugiego dnia udaje mi się przewalczyć pierwszy wyciąg, dochodzę do no-handa zmieniając raz po raz lewe, bądź prawe kolano by przedramiona zdołały wypocząć. Ruszam w okapik, przechodzę przez oblaki, w dygotach sięgam w lewo do ścisku ale nic więcej nie jestem w stanie zrobić. „Ukrzyżowało” mnie i grucha w dół… Tego dnia nic więcej nie urobię, brak treningów dał się we znaki i nabite przedramiona nie zdołały się zregenerować. Po reście spróbuje ponownie. Pierwsza wstawka na przehaczenie drogi, w następnej napieramy. Ponownie dochodzę do resta pod okapem, ale teraz jakby mniej zmęczony, dycham 10 min, chyba wystarczająco odpocząłem. Przechodzę oblaki, sięgam do ścisku, przerzucam nogi na dobry stopień, czuje się zdecydowanie lepiej niż podczas wcześniejszej próby, robię trudne zgięcie do dziury, zapinam się mocno na podchwycie,aż łuczki zatrzeszczały i sięgam do klamki kończąc drogę. Yaaattttaaaa!!!
Co dalej??? Może ta płytka? Wygląda całkiem nieźle. Pierwsza wstawka na rozpoznanie linii i obejrzenie trudnych miejsc. Tutaj przewieszenie jeszcze mniejsze niż na Cloveku, chwyty też. Każdy wymaga mocnego złapania na łuczek najlepiej z założonym kciukiem. Chyba powinno puścić, kilka prób później Popolni Mrk 8c pada.
Do końca wyjazdu pozostają jeszcze 2 dni. Czas spróbować coś naprawdę trudnego-Ekstaza 8c+/9a, to wspólny początek z Clovekiem, by po pierwszym wyciągu odbić w prawo w autonomiczną część stanowiącą wspólny odcinek z Xaxidem. Po pierwszej wstawce wydaje mi się, że jest do wciągnięcia, dwa dni powinny wystarczyć. Przy próbach w ciągu okazało się, że łatwo jednak nie będzie i w ostateczności na tym wyjeździe musiałem skapitulować. Jednak stało się tak jak chciałem, cel został wybrany, a moje najbliższe poczynania stały się dla mnie jasne i przejrzyste…






